wtorek, 9 września 2008

08-09-2008 Pirates of the Spanish Main - The Lady's Favor #2

Mieliśmy skończyć. Udało się rozegrać jedną scenę. Drużyna zjawiła się w komplecie, czyli: Funio jako Patrick Fitzgerald O'Malory, Raven jako Frank Tempelton Perry, Robert jako Denzel Smith i Ryhu jako Patrick McLoy.

Przebieg sesji:
Zaczęliśmy od rzutów zamieniających Bennies z poprzedniej sesji w XP. Ravenowi udało się zdobyć jeden dodatkowy punkt, a Funiowi trzy. Pozostali gracze nie mieli tyle szczęścia. Chwilę po tym przenieśliśmy się na Jamajkę.

16 czerwca 1745, Port Royal.

Ucieczka, chwila odpoczynku i powrót do Royal Crown po nieprzytomnych towarzyszy przebiegają bez zakłóceń. O'Malory leczy ranę Denzelowi. Teraz drużyna znajduje jakiś podrzędny lokal, w którym może się zatrzymać. Próba wyleczenia Franka i McLoya jest nieudana, więc pozostaje im naturalne zdrowienie. Virginia prosi bohaterów o uwolnienie ojca. Ekipa postanawia poczekać z jakąkolwiek akcją do czasu, aż wszyscy będą w stanie działać. BG dowiadują się jednocześnie, że baron Pettigrew mieszka w posiadłości poza miastem.

17 czerwca 1745, Port Royal.

Budzi się Frank. Trwa planowanie. Virginia nieśmiało sugeruje wynajęcie jakiegoś statku. Próba owszem następuje, ale na zasadzie 'Ile kosztuje opuszczenie wyspy?'. Cena 1000$ zniechęca BG na tyle, że nie podejmują żadnej próby negocjacji. O'Malory wyrusza zdobyć informacje o baronie, w tym celu spija ogrodnika, ale ten nic nie chce mu powiedzieć.

18 czerwca 1745, Port Royal.

Budzi się McLoy. Ostatecznie Denzel wychodzi z propozycją planu - wchodzimy, robimy swoje i wychodzimy. Przed wykonaniem go jednak bohaterowie postanawiają bohatersko wyciągnąć więcej informacji z ogrodnika, czając się na niego w ciemnej uliczce. Biedak nic nie wie, a BG uznają, że po prostu nie chce powiedzieć, co dla Bogu ducha winnego ogrodnika kończy się rozciętym gardłem. Przynajmniej udało mu się zdać test Vigoru.

Akcja w posiadłości też przebiega nieciekawie. Na początek BG musieli poświęcić sporo czasu na zastanawianie się, skąd się wzięła przed posiadłością kareta i wstępne zaplanowanie ataku na stangreta, jak będzie odjeżdżał. Wniosek: nigdy nie dawać graczom drogi ucieczki, bo pomyślą, że to pułapka. Filmów o piratach nie oglądali?

Przejdźmy dalej. Można czaić się w krzakach do białego rana, ale to raczej sukcesu nie przyniesie. Stąd też test przeciwstawny Stealth vs Notice. McLoy zostaje dostrzeżony przez dwóch strażników, którzy ruszają w jego stronę. Jakby się BG rzucili na nich we czwórkę, nie mieliby oni żadnych szans. A tak jeden, co prawda padł, drugiemu zaś udało się uciec i wezwać posiłki. W międzyczasie drużyna się rozproszyła, co utrudniło jej walkę w znaczącym stopniu. Posiadający Smarts na d10 mnich mógł cały czas wykonywać triki oparte na tym atrybucie z dużą szansą powodzenia. Pozostali w tym czasie mogliby atakować strikowanego przeciwnika (który miałby -2 do Parry). Do tego doszło niewłaściwe wykorzystanie Edge'a Sweep przez Franka. Przy -5 do Fighting ciężko jest trafić przeciwnika z Parry 5 nawet jeśli się ma Fighting na d10. Lepiej rozłożyć atak w dwóch przeciwników na dwie rundy. Kolejna rzecz - padanie na ziemię nie jest ani Fast ani Furious, choć dla niektórych może być Fun. Na pewno też nie pomaga drużynie. Nie po to zresztą wielokrotnie podkreślałem, że tu się nie ginie, żebyście się bali szarżować. Podbiec, ciąć, ustawić się tak, żeby przeciwnik na grabie nadepnął. O to chodzi w tej grze. Tu nie ma miejsca na strach przed byciem pokonanym. Strach się pojawił - wszyscy jesteście Incapacitated. Kolejna sprawa - Bennies nie są po to, żeby je chomikować. Nie wychodzi wam test, to wydajcie jednego i się poprawcie. Z chomikowania zazwyczaj nic dobrego nie ma. Uprzedzę ewentualną uwagę - co z tego, że niektórym wyszedł 1 XP więcej? Po zwycięskiej walce i tak byście dostali dodatkowego. Jedynym graczem, który pozbył się wszystkich Bennies był Robert.

To tyle, jeśli chodzi o wykład, jak się gra w Savage Worlds. Na następną sesję zabieram wydrukowany Combat Survival Guide.

Końcówkę sesji rozegraliśmy bez Roberta, który wyszedł na autobus. Kontrolę nad jego postacią na ostatnie dwie czy trzy rundy przejął Funio. Po tym jak wszyscy polegli, rozdałem doświadczenie, a gracze sprawdzili, ile Bennies zamieni się w XP. Ostatnie chwile to radosne odczytywanie fragmentów Low Life.

Uwagi:
1. W 7th Sea nie było takiego problemu z wyczuciem konwencji. W czym tkwi problem?
2. Większość uwag na temat sesji zawarłem w samym jej opisie.
3. Serdeczne podziękowania za pizzę. Nazwy nie pamiętam, więc reklamy nie będzie.
4. Robert miał pecha. Denzel ma Fighting na d8. Rzut: snake-eyes, więc leci Benny. Przerzut: snake-eyes. Zrezygnował.
5. Robert marudzi, że Bennies i rozdawanie kart co rundę spowalniają rozgrywkę.

XP:
Denzel Smith - 1 (w sumie 2);
Frank Tempelton Perry - 1 + 1 za Bennies (w sumie 4);
Patrick Fitzgerald O'Malory - 1 + 1 za Bennies (w sumie 6);
Patrick McLoy - 1 (w sumie 2).

Moja ocena sesji: 5/6. Będzie więcej, jak się przestaniecie bać.

19 komentarzy:

Robert pisze...

Jedynym graczem, który pozbył się wszystkich Bennies był Robert.
I wyszedłem na tym jak Zabłocki na mydle :|
Ale miło widzieć, że nie jestem sam na pułapie 2 XP :)

3. Serdeczne podziękowania za pizzę. Nazwy nie pamiętam, więc reklamy nie będzie.
Bardzo dobra była. I bardzo droga.

5. Robert marudzi, że Bennies i rozdawanie kart co rundę spowalniają rozgrywkę.
Zawsze na coś marudzę, bo nie ma rpg doskonałego ;-)

Robert pisze...

A - jeszcze jedno. Tym razem przesadziliśmy z żarciem;-)
Było więcej pałaszowania junk-foodów niż grania.

Anonimowy pisze...

Hej! Jak mogę robić coś o czym nie wiem, że istnieje?! Jakie triki?! Mój mnich jest tchórzem i już - walczy w ostateczności, bo dobrze wie, że tego akurat nie umie...
Jedyna szansa dla niego, to kogoś zaskoczyć ale za łatwo go zauważyć :)
Funio

Anonimowy pisze...

Generalnie już widzę, żeśmy spieprzyli te postacie do imentu... :)
F

Krakonman pisze...

@Funio:

O trikach mówiłem w czasie sesji, widocznie wyleciało ci z głowy. Przykład: mówisz 'Dobry wieczór, panie Pettigrew', kierując słowa gdzieś za plecy strażników. Testujecie przeciwstawnie Smarts (w tym mnich jest akurat dobry) i jak zdasz (a powinieneś), to strażnicy mają na rundę -2 do Parry. Można wykonywać też triki oparte na Agility, ale w twoim przypadku to akurat w grę nie wchodzi. Patrick nie musi walczyć, wystarczy, że będzie odwracał uwagę przeciwników.

Bohaterów macie dobrych, tylko jeszcze nie umiecie z nich korzystać.

Ramel pisze...

Ja bym jeszcze dodal, ze mnich zawsze moze przegadac straznikow (testem perswazji).

Robert pisze...

Generalnie już widzę, żeśmy spieprzyli te postacie do imentu... :)
F

Ja na swoją bardzo nie narzekam. Nieznacznie zmieniłbym rozkład skilli. I nie brał sweepa - mam na to za niską kostkę Fighting. Zamiast tego wziąłbym Musketeera, który daje szybsze przeładowanie.
Twój mnich by nie mógł, bo ma All Thumbs. Rzeczywiście jest ostro skopany :)

Ramel pisze...

Czemu nie brac Sweep? Masz d10, normalnie walisz z -2, robisz to z Dzikim Atakiem, czyli na zero i +2 do obrazen. Gorzej jest, jak masz rany, to robi sie trudno. A tak, przy srednim Parowaniu na 5-6, z 10 powinno wchodzic wiekszosc. Robisz jeden rzut, wiec jak jest za nisko, to mozna zesztonowac. No i dobrze jest, jak jeszcze Mnich wmowi przeciwnikom, ze za nimi stoi wielki szkot z kloda, czy cos takiego (Trik).

Robert pisze...

@Ramel
Mam d8. Jak już pisałem za niska kostka.
Na dziki atak nie mogę sobie pozwolić jeśli walczę z kilkoma przeciwnikami naraz.
Zużyłem wszystkie sztony na przerzuty ataku i otrzymałem następujące wyniki:
1 1 -->1 1
1 1 -->1 2->1 2
Jak pech, to pech.
Mnich był daleko w krzakach.

Ramel pisze...

@Robert - w rozpisce wydawalo mi sie, ze jest k10, my bad. Nie ta postac ogladalem :) A co do dzikiego ataku - spadnie ci parry na 4, nie jest zle (oczywiscie, jezeli uda Ci sie trafic). A co do pecha - no to faktycznie, fortuna byla wtedy przeciwko Tobie :)

Robert pisze...

Samo spadnięcie parry na 4 nie jest takie złe, ale w połączeniu z bonusami dla przeciwników za przewagę liczebną robi się niebezpieczne.

brajt pisze...

Jak oceniacie sam system? Nadaje sie jako mechanika do prowadzenia settingow historycznych (odkrycia geograficzne do wspolczesnosci)? Bardziej nadaje sie do sesji w stylu d&d czy 7th sea? A moze w zaleznosci od widzimisie MG i druzyny? Bo szukam alternatywy dla FATE i Q10.

Robert pisze...

@Brajt
Po dwóch sesjach nie jestem w stanie wystawić jeszcze definitywnie oceny tej mechanice. Z całą pewnością jest schludna, zgrabna i trzyma się kupy. Myślę, że broni się w zestawieniu jej z takimi gigantami rpg-owymi jak D&D 4.0 i nWoD i wpada gdzieś w niszę pomiędzy nimi.
Może nie jest to nic odkrywczego, bo w zasadzie wszystkie ważne jej elementy gdzieś już były, ale jest to nowoczesna i przemyślana mechanika.
FATE'a możesz spokojnie nią próbować zastąpić (Q10 nie znam zupełnie).
Póki co, jestem na plus.

brajt pisze...

Krakon, chetnie wpadlbym na sesje jako widz, zobaczyc czy warto kupic podrecznik. Da rade?

Krakonman pisze...

@Brajt

Jeśli chodzi o mnie, to nie ma sprawy.

@reszta

Żebyście mogli sobie wszyscy przyswoić reguły walki, następnym razem każdy z was dostanie wydrukowany Combat Survival Guide.

@Funio

Mnich może być beznadziejny w walce, ale w robieniu przeciwników w konia jest już całkiem niezły. Wykorzystaj to.

Anonimowy pisze...

Robić przeciwników w konia to ja mogę - ale też nie za wiele razy i muszę mieć koło siebie kogoś kto to wykorzysta - bo ja nie za bardzo jestem im w stanie krzywdę zrobić. A tu była sytuacja, w której byłem sam przeciw dwóm - i walka trwała jedną rundę. Nawet gdybym im wcisnął, że za plecami mają Godzillę i Bruce'a Lee to i tak by mnie wykończyli :)
Bonus z trików nie jest aż tak wielki, aby przeważyć indolencję bojową mojego mnicha a isama konwencja nie jest znowu aż tak elastyczna aby zezwalać na korzystanie z nich co rundę.
A co do konwencji - to jednak nie jest to takie proste. Używając porównania to 7th Sea to sceny z Jackiem S a tutaj bardziej zalatuje sceną masowej egzekucji z początku III epizodu...

Krakonman pisze...

Robić przeciwników w konia to ja mogę - ale też nie za wiele razy i muszę mieć koło siebie kogoś kto to wykorzysta - bo ja nie za bardzo jestem im w stanie krzywdę zrobić.

Jasne. Rozdzielając się sami obniżacie swoją wartość bojową.

A co do konwencji - to jednak nie jest to takie proste. Używając porównania to 7th Sea to sceny z Jackiem S a tutaj bardziej zalatuje sceną masowej egzekucji z początku III epizodu

No i tu się mylisz, bo te konwencje są identyczne. Nie ma rzeczy, którą mógłbyś zrobić w 7th Sea, której nie zrobisz w Piratach. Mam nawet wrażenie, że w tej drugiej grze przychodzą one łatwiej. Przypomnij sobie próby leczenia ran w Siódemce.

Anonimowy pisze...

Ano, leczenie ran było problematyczne, bo nie było lekarza z prawdziwego zdarzenia. To nie o to chodzi, że można robić to samo - jak się uprzesz to w WH możesz poprowadzić fajną sesję piracką. Ale w 7S postacie to zawadiaccy bohaterowie a tu wyszły nam lekko ponure draby. Ten system jakby narzucał lekką "historyczność" i nieco większy realizm.
F

Krakonman pisze...

No i w tym rzecz, że ten system nie narzuca historyczności ani realizmu. Setting nawet nie jest umieszczony w konkretnym czasie. Ot, Karaiby z piratami. Realizmu w Savage Worlds nie ma. Sami sobie to narzuciliście. Bujanie sie na żyrandolach jest tak samo promowane, jak w 7th Sea.