niedziela, 21 września 2008

20-09-2008 Deadlands: Reloaded - Daddy's Boy

Tym razem wybrałem Dziwny Zachód na mechanice Savage Worlds. Scenariusz, na który się zdecydowałem to Daddy's Boy, czyli One Sheet ze strony wydawcy. Wydał mi się całkiem niezły dla początkujących postaci.

Gracze:
Wychodzi na to, że grupa grająca w Savage Worlds jest w miarę stała. Tym razem dotarli Funio, Raven i Robert. Jak widać z ekipy pirackiej zabrakło jedynie Ryha. Miał się również pojawić Brajt, ale praca mu na to nie pozwoliła.

BG:
Jacob Merrick - Robert - pastor; Agility d6, Smarts d6, Spirit d10, Strength d4, Vigor d6; Faith d12, Guts d8, Persuasion d10, Riding d4, Shoting d6; Pace 6, Parry 5, Toughness 5, Grit 1, Charisma 0; Hindrances: Heroic, Pacifist (minor), Loyal; Edges: Arcane background (miracles), Conviction.
Jimmy Bear Paw - Funio - indiański skaut w konfederackiej armii; Agility d8, Smarts d6, Spirit d6, Strength d6, Vigor d6; Fighting d8, Notice d6, Riding d6, Shoting d8, Stealth d6, Survival d6, Tracking d6, Throwing d4; Pace 6, Parry 6, Toughness 5, Grit 1, Charisma 0; Hindrances: Heroic, Lyng Eyes, Loyal; Edges: Marksman.
Sir Montgomery 'Englishman' Everton - Raven - angielski elegancik; Agility d8, Smarts d4, Spirit d6, Strength d6, Vigor d6; Fighting d8, Guts d6, Intimidation d6, Riding d4, Shoting d12; Pace 6, Parry 6, Toughness 5, Grit 1, Charisma 0; Hindrances: Clueless, Curious, Loyal; Edges: Ambdextrous, Speed Load, Two-Fisted

Raven wybrał sobie dwie major Hindrances. W sumie wolno mu.

Przebieg sesji:
Ze względu na spóźnienia i długie jak zwykle tworzenie postaci rozpoczęliśmy grać dwie i pół godziny po wyznaczonym terminie spotkania. Wykreowanie bohaterów problemów nie sprawiało, największym utrudnieniem był fakt posiadania jednego podręcznika. Nie udało mi się również ustalić na jakim atrybucie oparte jest Faith, więc uznałem, że jest to umiejętność bezatrybutowa.

23 września 1879, Colorado.

Drużyna podróżuje do Denver przez pustkowia. Za przewodnika robi Jimmy. Na niebie gromadzą się chmury, a przed bohaterami pojawia się samotna farma, postanawiają więc schronić się w niej. Gospodyni okazuje się bardzo gościnna, jej synek też do urwisów nie należy. W nocy Jimmy słyszy dźwięki dochodzące ze starej stodoły i postanawia je sprawdzić. Okazuje się, że mały Jamie rozmawia z jakąś blaszaną istotą. Nie mówiąc nic nikomu, Indianin wraca do spania.

24 września 1879, Colorado.

Po śniadaniu Jimmy bierze chłopaka na stronę i dowiaduje się, że maszyna to tak naprawdę jego ojciec. Indianin idzie więc do stodoły zamienić ze starym Conwayem parę słów. Okazuje się, że został napadnięty w drodze do Denver i zamieniony w to coś. Teraz boi się pokazać żonie. Chwilę po tej rozmowie następuje atak sześciu ludzi, którzy przyjechali parowym dyliżansem. Nazwali stworzenie automatonem, co bohaterom niewiele powiedziało. Strzelaninę zacząłem prowadzić bez grida, ale musiało to się zmienić, kiedy Jacob rzucił Stun, które wykorzystuje medium burst template. Udało się pokonać napastników, choć jeden z nich zdołał uciec. Po testach Vigoru okazało się, że trzech z nich jeszcze żyje. Tu nastąpiła wymiana zdań między pastorem a Indianinem, czy należy ich pozostawić przy życiu i dać szansę na nawrócenie, czy po prostu zabić. Ostatecznie zostali dobici przez automatona, kiedy Jacob poszedł kopać groby dla pozostałej dwójki.

25-29 września 1789, Colorado.

Drużyna rusza w pościg za uciekinierem. Codziennie Jimmy testuje Tracking, żeby podążać za śladami, ja natomiast każdego dnia wyciągałem jedną kartę z talii, próbując określić spotkania losowe. Jimmy okazał się dobrym tropicielem, spotkania losowe miejsca nie miały - nie wylosowałem ani jednej figury. Ostatecznie BG docierają do miejsca, gdzie trwają prace przy torach kolejowych. Na straży stoi grupa automatonów. W nocy BG zbliżają się do baraków, gdzie śpią robotnicy. Z zamiarem sprawdzenia poziomu agresji automatonów bliżej decyduje się podejść Jacob. Kończy się to dla niego licznymi ranami (jest Incapacitated), mimo brawurowej próby ucieczki. W końcu w teście Vigoru uzyskuje 0, co oznacza śmierć jego postaci.

Teraz zaczęliśmy rozmawiać o kontynuacjach filmów, skupiając się na Star Warsach. Ponieważ reszta drużyny nie miała pojęcia, co robić, uznaliśmy, że zrezygnowała ze szturmu i poszła swoją drogą. W międzyczasie Robert wyciągnął jedną kartę z talii, sprawdzając, czy Jacob się nie wygrzebie. Jokera nie znalazł. Cała sesja zajęła nam 6 godzin.

Uwagi:
1. Tym razem było o wiele lepiej. Gracze radzili sobie bardzo dobrze z mechaniką.
2. Na początku sesji wręczyłem każdemu Combat Survival Guide.
3. Mam wrażenie, że na dobre wychodzi grze brak lub niezbyt dokładna znajomość settingu przez graczy.

XP:
Jimmy - 3
Montgomery - 2
Edit. Ponieważ Ramel zauważył, że martwi BG również otrzymują XP:
Jacob - 2

Moja ocena sesji: 5/6

Body Count: 1

12 komentarzy:

Ramel pisze...

Fajny opis. A tekst: "Z zamiarem sprawdzenia poziomu agresji automatonów bliżej decyduje się podejść Jacob. " to juz majstersztyk :) Jacob zostal moim idolem.

Robert pisze...

Grało mi się bardzo przyjemnie, pomimo tego, że mojej postaci się zmarło, ale mam spore zastrzeżenia co do jakości przygody. Bo trudno tego jednokartkowca nawet nazwać nawet scenariuszem. Może się on nadać co najwyżej jako zapchajdziura, kiedy postacie podróżują pomiędzy miastami - taki odpowiednik random encountera (tyle, że nie random:-)).
Doprowadziło to wszystko do sytuacji, w której to, co jest w paragrafie o nazwie "FINALE" wzięliśmy za "PRELUDE". Z tego też wynika pośrednio śmierć mojej postaci.

To było moje pierwsze spotkanie z Deadlands i sam setting oceniam bardzo pozytywnie, natomiast brak "wsparcia", jakim mogły by być dla niego publikowane przygody (takie prawdziwe) przekreśla (czytaj: nie kupię) go w moich oczach (google wyświetliło mi jedną - 32 strony, 15$).

Ramel pisze...

One sheet to wlasnie encountery (z wyjatkami, ale raczej potwierdzajacymi regule). Zakladajac, ze srednia gra to 3 godziny, One Sheet na to wystarcza. Co do przygod - sa jeszcze 3 z Legion Publishing (2 tylko pod DLR, jedna pod wszystkie systemy), oraz przygody z Classica, ktore nie sa problemem do skonwertowania. Do tego, w fazie produkcji (a dokladniej skladania) jest The Flood, czyli settingbook, kampania i zbior przygod, a takze inne rzeczy. Niestety, z roznych przyczyn, DLR byl leciutko opuszczony, ale teraz wracamy do niego.

Robert pisze...

Zakladajac, ze srednia gra to 3 godziny, One Sheet na to wystarcza.
Tego nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Na wczorajszej sesji "Daddy's Boy" zajął nam może z godzinę gry. A trzeba wziąć pod uwagę, że Krakon prowadzi dość niespiesznie (przynajmniej jak na moje standardy).

Niestety, z roznych przyczyn, DLR byl leciutko opuszczony, ale teraz wracamy do niego.

Fajnie. Bierzcie przykład z konkurencji, a konkretnie z:

http://www.wizards.com/default.asp?x=dnd/duarch/ad

Anonimowy pisze...

A ja tam uwielbiam DL - i grało mi się świetnie. Pewnie dlatego, że mogłem grać przedstawicielem moich kochanych czerwonoskórych. A co do supportu to na następną sesję przytargam swoją kolekcję kart - tam jest pomysłów na trzy miliony przygód.
Funio

Krakonman pisze...

Akurat scenariusz był dobrze dobrany. Na sesję planowałem poświęcić cztery godziny, z tego półtorej przeznaczyłem na tworzenie postaci. Stwierdziłem, że na dwie i pół godziny coś takiego wystarczy. Co do porówniania z Wizardami - nie ta skala, nie te pieniądze, nie ten target. WotC kieruje swoje produkty dla nastolatków, którzy mają masę wolnego czasu. PEG raczej dla tych, którym się nie chce poświęcać kilku godzin na przygotowania do sesji, bo po powrocie z pracy wolą się zająć czymś innym. Mnie przygotowanie się do tego scenariusza zajęło 20 minut, nie licząc wycieczki do Carrefoura w celu wydrukowania kart postaci.

Robert pisze...

WotC kieruje swoje produkty dla nastolatków, którzy mają masę wolnego czasu.
Może sądząc po ilości scenariuszy, jakimi nas zasypują. W 4 ed. przygodę można przeczytać raz (przynajmniej w części dotyczącej walki) i nie ma problemów z jej poprowadzeniem.

Mnie przygotowanie się do tego scenariusza zajęło 20 minut
Śmiem twierdzić, że dlatego ponieważ ten one sheet, był jedynie namiastką scenariusza prostszą pod względem budowy niż konstrukcja cepa. Tyle samo zajęłyby Ci przygotowania, gdybyśmy rozegrali to wszystko w realiach dnd 4.0, warhammera czy nWod-a :-)

Krakonman pisze...

Oczywiście, przy czym wydawcy DnD, Warhammera czy nWoDu mi takich prezentów nie robią.

Robert pisze...

Oczywiście, przy czym wydawcy DnD, Warhammera czy nWoDu mi takich prezentów nie robią.
Ja tam bym wolał prezenty w postaci pełnowymiarowych scenariuszy, takie jakie dają (bądź dawali) wydawcy systemów wymienionych powyżej :-)

Krakonman pisze...

Przygotowanie sie do prowadzenia Bezsłonecznej cytadeli zajęło mi dwa dni. Skavenów czytałem na raty przez tydzień, a i tak musiałem wziąć ze sobą laptopa na sesję. Człowiek, który nie ma na to czasu, tego nie zrobi. Dla niego są przeznaczone OneSheets. Poza tym każdy z tych scenariuszy zajął ponad jedną sesję.

Robert pisze...

O problemie jakim może być brak czasu w przypadku MG nie ma co dyskutować, bo doświadczałem go na własnej skórze. Dla mnie największą wadą One Sheet-ów jest to, że każdy z nich jest osobnym tworem. Gdyby była to jedna kampania w odcinkach, to byłbym bardzo zadowolony. No bo ostatnia sesja powinna składać się z następujących scenek:
1) Przybycie na farmę
2) Podsłuchanie rozmowy chłopca z automatonem i nasza decyzja o udzieleniu pomocy rodzinie
3) Najazd bezimiennych zbirów na farmę, którzy nas nawet nie uszkodzili

To byłby niezły punkt wyjścia do dalszej części przygody, której jednak nie było. Podążając za tropem trafiliśmy na fabularny mur.

Załóżmy, że istniałyby kolejne One-Sheet-y kontynuujące "Daddy's Boy". Nawet gdyby była to sztampowa fabuła w stylu:
-znajdujemy obóz, z którego wyruszyli napastnicy
-dowiadujemy się kto jest odpowiedzialny za produkcję automatonów
-idziemy w kolejne miejsce, w którym rezyduje wielki villain (albo jego sługus, jeśli wielki zły byłby dla nas zbyt grubą rybą)
-spuszczamy manto złemu i w ten sposób ratujemy okolicę przed jego niecnym procederem, przynajmniej na jakiś czas

Nie uważasz, że wtedy miałoby to przynajmniej ręce i nogi?

Ramel pisze...

Robert - dla Ciebie i moze by mialo. Tylko ze wtedy nie da sie tego zrobic z One Sheet - bo mija sie to z ich celem. Bo to, co dla Ciebie jest wada, jest przyczyna tego, ze ludzie chca nowe i nowe One Sheet. Bo kazda wlasnie jest oddzielnym tworem, ktory mozna wrzucic do wlasnej kampanii albo poprowadzic na konwencie (w Anglii, na przygode i tworzenie postaci mielismy maks 3 godziny).